Podroz do Tajlandii. Bangkok kwiecien 2005.



Spedzilem w Bangkoku cale dwa tygodnie. Mysle, ze to okres w sam raz dla europejczyka na jako-taka aklimatyzacje. Jechalem tam by dogladac linii produkcyjnej w pewnej fabryczce niedaleko Bangkoku
Tamtejsze temperatury jak dla mnie nie byly powalajace, dawala sie we znaki za to potworna wilgotnosc w powietrzu.
Przypada tam akurat tzw. lato. W grudniu jest nieco chlodniej - temp ok. 22 stopni, ale za to ostro popaduje. Deszcze stanowia powazny problem dla infrastruktury energetycznej miasta. Jezeli cos takiego wogole istnieje. Linie zasilajace to poprostu jeden wielki burdel. Dzieje sie tak dlatego, ze podatki w tym kraju sa bardzo niskie i brak jest pieniedzy na jakiekolwiek planowanie. Panstwo rowniez nie daje zadnej darmowej opieki medycznej. Musisz sie ubezpieczyc albo miec pieniadze, by moc udac sie do lekarza, czy do szpitala.
Tamtejsze szpitale przypominaja jak na warunki polskie raczej luksusowe hotele. Na szczescie nie dane bylo nam sprawdzac.
Chodzac ulicami Bangkoku trzeba sie przyzwyczaic do kilku rzeczy: 12-15 kwietnia w Tajlandii to bardzo wazny okres. Swietuja wtedy tam Tajski Nowy Rok.
Wszyscy maja wtedy wolne, wszyscy spiesza do swoich swiatyn oddac czesc swojemu Buddzie.
Dodatkowo wszyscy ostro i hardkorowo polewaja sie woda. My mamy niby swoj lany poniedzialek, ale dajcie spokoj... Tam to jest dopiero szalenstwo !!! I nikt sie nie obraza, oczywiscie jesli nie masz ochoty nie bedziesz polany. Oprocz polewania obficie woda, ludziki smaruja sobie nawzajem twarze jakas glinka.
Zapraszam do obejrzenia zdjec



ostatnia aktualizacja 18.04.2005